Category Archives: Lifestyle

Prawo przyciągania

Prawo przyciągania – Bujda, Bzdury ! A gdzie potwierdzenie naukowe ?!

1 komentarz

Filed under Lifestyle

Komplementy

Dzień dobry. Dziś zapodaję filmik, którzy przedstawia znane wszystkim zagadnienie, czyli brak umiejętności przyjmowania komplementów : )

Jak większość społeczeństwa jestem powiernikiem tej nieprzydatnej umiejętności …

Nie rozumiem, czemu tak jest, że gdy nasze starania zostają docenione, to my nie potrafimy przyznać sami przed sobą, że na nie zasługujemy.

Czy tak źle jest czuć się dobrze ? Musimy od razu sobie ubliżać twierdząc, że komplement jest nieuzasadniony ? A może doszukujemy się w nim drugiego dna ?

Myślicie, że osoba komplementująca jest tak obłudna, że obdarza Was nieszczerymi komplementami ?

 

A Wam zdarza się wyrażać pochlebną opinię mimo, iż się z nią nie identyfikujecie ? Wierzę, że nie.

Ah, i jeszcze, gdy dostajemy komplementy, czy Wam też towarzyszy to uczucie dyskomfortu ? Dziwne, nie ? To prawie jak w momencie, gdy dostaję prezent. Nie mam pojęcia jak się zachować.

A  przecież wystarczy uśmiech i zwykłe „dziękuję”.

Miłej nocy ! :)

Dodaj komentarz

Filed under Lifestyle

O pieniądzach

Pieniądze szczęścia nie dają. A zwłaszcza tym, co mają ich w nadmiarze.

Niestety, ich brak także ( może pozornie?) unieszczęśliwia, stawia w gorszej pozycji, spycha na margines społeczny.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale rzeczy, które możemy za nie kupić dostarczają nam radości. Niestety, raczej chwilowej i ulotnej.

Tak naprawdę nadmiar przedmiotów nas przytłacza. Zwłaszcza, jeżeli są nam niepotrzebne. Stajemy się tym, co posiadamy, a nie tym, kim jesteśmy. Określają nas wartościowane przedmioty a nie bezcenne przymioty.

Może ich zadaniem jest rekompensata pustki wewnętrznej ?

Powstaje zatem pytanie, czy pieniądze wzbogajają czy zubożają naszą duchowość ?  Powinniśmy dążyć do ich gromadzenia ?

Skąd te pytania ?

A bo ktoś, raczej błędnie, założył, że skoro co poniektórzy dążą do minimalizmu w posiadaniu rzeczy to jednocześnie wyrzekają się wartości pieniądza.

Yyy… W moim przypadku ta sentencja raczej nie ma całkowitego zastosowania.

W pewnym sensie chciałabym mieć kilka zer na koncie. A po co mi one ? A tak na wszelki wypadek. Gdybym była chora i musiała leczyć się pestkami moreli i liposomalną witaminą C. Hahaha.

– Czy to wariat ?

– Coś w tym rodzaju. Ale wariat, który ma bardzo, bardzo dużo pieniędzy.

– W takim razie nie jeszt wariatem. Bywałem w świecie. Kiedy człowiek ma bardżo dużo pieniędży, jeszt po prosztu ekszczentryczny.”

Praczet

Pieniądz rządzi światem i chociażbyśmy zaciskali pięści i robili fochy, to nie zmieni to faktu, że $ są nam potrzebne w naszym „cywilizowanym”, zachodnim świecie. Gdzieś tam, w amazońskiej dżungli może mają one inny wymiar, ale w naszym świecie, bez jakiegokolwiek budżetu jesteś zdegradowany do miana plebsu.

Wracając, czy jest coś złego w wydawaniu pieniędzy ? Nie. Jeżeli wydajemy je mądrze. Uważam, że gromadzeniu pieniędzy powinien towarzyszyć szczytny cel. Ilość $ nie powinna stać się chorą aspiracją. Przypuszczam, że poza ogniem w paszczy nie ma nic fajnego w byciu Smaugiem. Gdy Twoim zamiarem jest mieć więcej i więcej – opamiętaj się. Nie haruj 20h na dobę, by zafundować żonie wakacje na Majorce, podczas gdy sam nie będziesz w stanie jej towarzyszyć.

Ale… Ale przecież $ mogą okazać się pomocne w spełnianiu siebie, a samo pracowanie może nas uświęcać, wzbogacać. O tak, zgadzam się,  pod warunkiem, że nie wypruwamy sobie w robocie żył, by zadowolić szefa. Atrakcyjną alternatywą wydaje się być tutaj praca charytatywna, podczas której pracujemy, bo chcemy, a nie bo musimy za coś opłacić wszystkie rachunki.

Życzę kobietom, by było żonami bogatych filantropów i pracowały charytatywnie. O tak. Piękna wizja, ale na taką łaskawość losu nie można czekać z założonymi rękami. Więc… do pracy! Jakiej ? Takiej, którą lubimy!

A po co człowiekowi takiemu jak ja pieniążki ? :

żeby rzucać w cycate striptizerki lub hojnie obdarzonych striptizerów (oł jee) :D

No ba!

żeby kupić sobie towary obklejone zewsząd znaczkami vegan, fair-trade, bio, GMO-free itp.

by się dzielić

No dałabym panu Mietkowi 2,99 na Żywca, a niech też skorzysta z mojej zamożności.

by zapisać się na kurs doszkalający

Oł jee- zostanę certyfikowanym technikiem drewna. Ahh, marzenia ściętej głowy.

by podróżować

Podróże kształcą, ale tylko wykształconych.

Te, Baśka, napaczyłaś się na to koloseum, to idziemy na te długie kluchy, szpagetti, z sosem pomidorowym. Tylko żeby za darmola jeszcze nam te buły podali do przegrychy.

na rozwijanie pasji

Sprzęt koński kosztowny, oj kosztowny. Wszystko takie drogie. A złodzieji już za dużo w tym kraju. Za duża konkurencja, by wzbogacić się na przywłaszczaniu cudzego.

by przygarnąć konia

Opłacić jego utrzymanie w hotelu, kupić odjechany czaprak, który kolorystycznie będzie pasował do owijek, derki i mojej koszulki polo. Wtedy już nikt w klubie nie będzie miał wątpliwości, że  ja i mój konio to jedność.

by rozkręcić własny biznes

Pasywny przychód. Ważne. Uniezależnisz się, częściowo, od tych, od których byłeś zależny do tej pory.  Proste.

na lepszy sprzęt elektroniczny

Sprzęt potrzebny do szerzenia idei, w którą wierzymy. Religia Jedi i te sprawy. Zdaje się, że brakuje im rozgłosu w internecie.

żeby sobie zbudować hacjendę

A przy lepiance będzie zaczarowany ogród z organic roślinami.

Więc, młody człowieku, gromadź dolary złotówy, frankole, funty, cokolwiek, ale żyj skromnie. Pieniędzmi dysponuj rozsądnie i raczej inwestuj niż szastaj na prawo i lewo. Inwestycje mogą być nietrafione, ale to dobrze, będziesz wiedzieć jakich błędów wystrzegać się w przyszłości.

Ah, i jeszcze jedno, klikaj w reklamy na filmikach Twoich ulubionych youtubersów !! :)

Od początku mojego istnienia na youtubie dzięki Waszym kliknięciom zarobiłam już ok. 5 dolarów :D

Jeszcze kilkadziesiąt dolarów a przekroczę próg wypłacalności :D Lol.

Wolontariat na całego :)

Bye.

1 komentarz

Filed under Lifestyle

Konsumpcjonizm, moda

Zanim obejrzysz filmik, zaczekaj chwilkę.
Zrobimy mały przerywnik czytania.
Oto Twoje zadanie :

Zwróć uwagę na to, co masz na sobie, obejrzyj metki ubrań, które obecnie nosisz.

I co ?

Odpowiedź sobie na pytanie, ile Cię kosztowały te szmatki, gdzie zostały wyprodukowane.

Masz na sobie drogi, markowy ciuszek znanych projektantów ? A może, tak większość społeczeństwa, biegasz po domu w tanich dresikach ze znanej sieciówki.

W sumie, to nie wstyd kupować rzeczy, w dopasowanym do zasobności naszego portfela zakresie cenowym.
Czasem po prostu nie stać nas finansowo na zakup czegoś droższego, ale lepszego jakościowo.

Gorzej jeżeli dokonujemy kolejnych zakupów tylko ze względu na powstającą okazję.

Kupujemy bez przemyślenia, bez powodu.

Wydajemy pieniądze, bo wydaje nam się, że zaoszczędzimy.

Nadmierny konsumpcjonizm to plaga naszych czasów.
Kupowanie poprawia humor.
Pracujesz nie po to, wyżywić rodzinkę, ale po to, żeby na iPhonie grać sobie w AngryBirds.

Każdy nasz wybór konsumencki, to oddany głos w wyborach.
Sami kreujemy rynek. Jest popyt, jest podaż.
Są też niskie ceny. Ale niska cena na rachunku, nie oznacza, że ktoś za to nie zapłacił.

Masz spodnie z Bangladeszu, Kambodży?

Nie zastanowiły Cię prawdziwe koszty ich wyprodukowania ? Jeżeli na półce sklepowej charakteryzują się one tak niską ceną, to być może ludzie pracujący w fabrykach nie otrzymali należytego wynagrodzenia za swój trud pracy ?

Zatem, co zrobić, by wykreować sprawiedliwy i rzetelny rynek finansowy ?

Masowy bojkot z pewnością nie przyniósłby niczego dobrego.

Na początek, postarajmy się zwiększyć naszą świadomość konsumencką.

Oto link do filmu :

3 komentarze

Filed under Lifestyle

Motywacja na paskudne poniedziałki

_DSC0184Kolejny element treningu: stagnacja.

Większość z nas nie ma nad sobą trenera personalnego, który motywuje do wykonania „jeszcze tylko jednej serii ćwiczeń”.

Ćwiczenia podczas oglądania trenerów youtubowych nie zawsze są wykonywane precyzyjnie, sami ustalamy kiedy zrobić sobie przerwę itp.

Ćwiczymy, ćwiczymy, tętno lekko się podnosi i tyle.
Super- ruszamy się, ale ćwiczenia te nie są już dla nas wyzwaniem. A to, co przestaje być dla nas WYZWANIEM, przestaje nas zmieniać.

Więc ciśnij !
Nie zaprzestawaj gdy jesteś zmęczona, przestań gdy skończysz.

Jeżeli chcesz być słodka jak kociak, najpierw musisz napocić się jak świnia.

Na pewno podziękujesz sobie za to w przyszłości, gdy już staniesz się lepszą wersją samej siebie : )

I jesteś o jeden dzień bliżej do tego momentu  ! : )

Na pewno podziękujesz sobie za to w przyszłości, gdy już staniesz się lepszą wersją samej siebie : )
I jesteś o jeden dzień bliżej do tego momentu ! : )

Dodaj komentarz

Filed under Lifestyle

Strefa komfortu

Pamiętam jak wiele zmieniło się z moim życiu, gdy zaczęłam studia. Moje dzieciństwo było raczej usłane różami. Niczego mi nie brakowało, to co mieliśmy wystarczało na godne, choć niezbyt luksusowe życie. Ojciec mnie nie bił, matka nie chlała, rodzeństwo nie ćpało [chyba] – full wypas. Wysokie mam wymagania, co nie ? Nie no, żartuję.

Miałam o wiele więcej: wsparcie z ich strony na realizowanie pasji a czasem po prostu zachcianek ; ) Jako nastolatka, nie miałam zbyt wielu ograniczeń ( uf, chwała moim rodzicom za to). Raczej nie było problemu z odebraniem mnie w nocy z imprezy, z udzieleniem pozwolenia na wyjazdy, wycieczki. Z drugiej strony też nigdy nie nadwyrężyłam okazywanego mi zaufania :) Jednakże, w domu rodzinnym nie nauczyłam się … obowiązków domowych. Bo byłam księżniczką.

Wrodzony spryt długi czas pozwalał mi na nienabywania lub ukrywanie braku pewnych umiejętności :D Bilans wyglądał tak, że w ciągu 19 lat mojego życia zaledwie kilka razy umyłam naczynia ( a raczej opłukałam kubek), prania chyba nigdy sama nie włączyłam, bałam się kuchenki gazowej.

_DSC0018

1. rok studiów

I jak tu wysłać takie dziecko na studia ? Jeszcze taaaaak daleko od domu. Gdybym jeszcze wracała na weekendy do domu to byłoby łatwiej, pewnie przywoziłabym brudne majtki mamusi do prania. Hahaaa. Przypuszczam, że wiele osób zakładało, że nie dam sobie rady na studiach. Pracy jako takiej się nie bałam, byłam świetna w wyrzucaniu gnoju, zajmowaniu się zwierzaczkami, ale zdecydowanie nie miałam pojęcia o zajmowaniu się mieszkaniem. Teraz możecie pomyśleć, że wraz z opuszczeniem gniazda domowego pewnie stałam się ofiarą własnego wcześniejszego wygództwa ? Nic bardziej mylnego. O dziwo, bardzo szybko się ogarnęłam.

_DSC0130

[ 1. miesiąc na wegance ]

Swoją drogą, zauważyłam też taką dziwną właściwość, że znajomi, którzy dużo pomagali przy pracach domowych swoim rodzicom wraz z wyjazdem na studia nagle kompletnie zaniechali takich czynności. Brak nadzorcy w postaci rodzica powodował, że nie byli w stanie podnieść własnej skarpetki z podłogi.

Eh, ale miało być o zmianach, a nie o składaniu ubrań czy myciu kibla. Generalnie pierwszy rok studiów był dla mnie mega zmianą. Większą niż w przypadkach innych osób. Tak mi się wydaje.

O dziwo, wcale nie wciągnęły mnie imprezy, chlanie, wciąganie czy inne takie tam sobie balangowanie. Nowe miejsce, nowi ludzie. Gdy przyjechałam do Krk byłam zdana kompletnie na siebie. Żadnych przyjaciół. Ląduję w typowym mieszkaniu studenckim. Ogarniam się. Docieram z innymi. I poznaję świat. Stałam się o wiele aktywniejsza. Wyszłam ze swojej strefy komfortu.

945668_565635360148199_236632323_n Faktycznie początkowo wydawało mi się, że życie studenta polega tylko na nauce przed sesją. Myliłam się. Fakt,  nie wybrałam sobie jakiegoś banalnego kierunku. Więc moje sprawy uczelniane trochę kulały. Zdawałam kolokwia, ale orłem nie byłam.

W późniejszych latach się ogarnęłam, podciągnęłam trochę, nadrobiłam zaległości, więc spokojnie. Generalnie, chodzi mi o to, że poznałam wiele wspaniałych osób, uczestniczyłam w wielu wydarzeniach, starałam się nie zamykać na innych, mimo natury introwertyka. Myślę, że moje koleżanki z liceum mogły to zauważyć. Przez pierwsze kilkanaście mieszący byłam mega podekscytowana, naładowana pozytywną energią i korzystałam z tego, że  byłam w tak wspaniałym mieście studenckim. Później oczywiście naszły  gorsze czasy. Zwłaszcza gdy na okres wakacyjny musiałam wrócić do domu rodzinnego. Określę to jednym słowem : apatia. Jeszcze później wszystko pobiegło prawidłowymi torami, nadeszła zmiana diety, stylu życia, zmiana mojej osoby o  180 stopni.

DSCF4045

Z biegiem lat, moje oszołomienie Krakowem minęło. Efekt odurzenia powoli mijał. Zaczęło się bardziej stateczne życie. W większości miejsc już byłam, to widziałam, to też.

Musiałam poświęcić więcej czasu np. pracy dyplomowej. Zyskałam więcej wolnych wieczorów,  już nie zawsze chciało mi się wychodzić gdzieś wieczorem. Przestałam eksplorować jak wcześniej. Otoczenie przestało być dla mnie impulsem do działania.

Najwidoczniej potrzebuję takiej dodatkowej stymulacji z zewnątrz. Pamiętam jak na jeden miesiąc wylądowałam z koleżankami w Warszafce na praktykach. To był dobry miesiąc. Sporo się działo, korzystałyśmy z pobytu w stolicy. Byłam szczęśliwa. W Krk oczywiście też jestem, ale odczuwam już tą stagnację.

Chcę czegoś więcej. Potrzebuję … wyjścia z miejsca, w którym się znajduję. A gdzie jestem ? W mojej strefie komfortu. Otaczają mnie ludzie, których świetnie znam, wciąż jestem na tym samym mieszkaniu, łażę do tego samego sklepu itd.

Wiem, pora coś zmienić. Pora wykonać krok poza strefę bezpieczeństwa. Ale jak? Krótkie rozwiązania typu wakacje są dobre, ale to pośrednie rozwiązanie. Wiem, że jestem uczepiona uczelni, do momentu, aż dadzą mi jakiś papierek ukończenia studiów, ale to jeszcze trochę potrwa…

DSC05180 Kurde, ja chyba lubię być zagubiona. W nowym miejscu, zdana na siebie. Wtedy wiem, że mogę pytać, popełniać błędy, mam do tego prawo : bo jestem nowym, zagubionym turystą.  Dlatego podróże kształcą, wydobywają z nas to coś.

Niestety, póki co podróże nic ze mnie nie wydobędą. Siedzę w Krk. Ale korzystam. Kto wie… może to już ostatnie chwile na to, by godnie pożegnać to cudowne miasto !  : )

2 komentarze

Filed under Lifestyle

Dieta informacyjna

Jaka jest granica pomiędzy minimalizmem a ignorancją?

Tak się zaczęłam zastanawiać. O moich skłonnościach do minimalizmu powstał filmik i gdzieś tam ta kwestia pewnie też się przewijała. Jeżeli nie bezpośrednio, to można wysnuć pewnie wnioski z mojego podejścia do spraw. No oczywiście do tego trzeba znać mnie osobiście, co może dla większości odbiorców być dość trudne do realizacji … :P Musicie wierzyć mi na słowo.

Whatever, dziś chciałabym się skupić na konkretnym rodzaju minimalizmu, czyli na minimalizmie informacyjnym.

negatywna vs pozytywna kampania

 

 

 

 

 

 

 

 

Zanim przejdę do tematu, chciałabym najpierw przedstawić jak wyglądał mój stosunek do informacji serwowanych przez media w okresie mojej adolescencji. Mianowicie, już w liceum za osobisty cel postawiłam sobie bycie ‘ogarniającą’ świat osobą. Chciałam wiedzieć coś o wszystkim. Przedmiotem moich zainteresowań oczywiście nie był WOS, czy polonistyka, gdyż uczęszczałam do klasy biologiczno-chemicznej i w tej dziedzinie upatrywałam swoja przyszłość.  Owszem czytałam gazety, oglądałam serwisy informacyjne, ale nie byłam jakimś maniakiem informacji. Aczkolwiek byłam na tyle zorientowana, że czasem drażniła mnie ignorancja rówieśników. Oni na prawdę nie mieli podstawowej wiedzy o tym, co się w naszym kraju dzieje. A to taki ważny wiek, w życiu człowieka jako części społeczeństwa. Ukończenie 18 roku życia w końcu daje nam przepustkę do dorosłego życia i do głosowania w wyborach.

Ale zostawmy to.

Przyszedł czas na studia, a w mieszkaniu studenckim nie ma miejsca ani czasu na telewizor. A jeżeli masz na to czas to „you’re doing it wrong” ! ; )

Zatem moja wiedza o świecie musiała pochodzić z internetu, gdyż rodzice już nie zaopatrywali mnie w gazety :P.

Jak wiemy, internet to doskonałe źródło bezużytecznej informacji. Możliwość wyboru określonego portalu, artykułu daje nam możliwość samodzielnego decydowania o treściach, które chcemy czytać, przeglądać. Mamy większe rozpoznanie w terenie. Wiemy mniej więcej gdzie szukać jakich treści. Można selekcjonować, od razu porównywać informacje, punkty widzenia, style. Tylko czy długo tak można ?

Z czasem znalazłam się w sytuacji, w której chłonęłam informacje jak gąbka. I równie szybko się ich pozbywałam z głowy. Zauważmy, że zewsząd jesteśmy bombardowani nieistotnymi wiadomościami. Zamiast czytać wartościowe teksty, czytamy coraz to durniejsze bazgroły. „Newsy ? Ah, wystarczą mi nagłówki!” Już nie interesuje mnie nawet ich treść. Tyle cennych, wymagających refleksji teksów ucieka mi sprzed nosa.

Ale wiecie co ? Chyba nie żałuję. Chciałam napisać, że świadomie wybieram treści, które czytam, ale nie do końca tak jest. Przecież trudno jest odróżnić zbiory od plew :P

Obecnie, orientuję się tylko „tyle o ile”. Stałam się troszkę ignorantem, ale … spoko, o nadchodzących wyborach wiem :D

Ważniejsze są dla mnie info lokalne, wpływające bezpośrednio na moje życie.

[W tym momencie to gazetkę promocyjną z supermarketu czyta mi się najprzyjemniej ! :P to przykre, wiem]

Doskonale jednak rozumiem ludzi, którzy śledzą codzienne poczynania w polityce, czy w innych dziedzinach życia społecznego. Jednak wiem, że to nie dla mnie.

Jakoś samoczynnie przeszłam na dietę … dietę informacyjną.

Polecam.

Ponadto, chciałabym jeszcze w tym poście wspomnieć o jednej, bardzo ważnej rzeczy. Tak właściwie to chciałam napisać tylko o tym, ale jakoś się rozpłynęłam …

[Sorka, chciałam tylko przypomnieć, że potrafię myśleć nie tylko o jedzeniu, ale także o życiu  :D Chociaż jak widać termin „dieta” musiał się pojawić – patrz : dieta informacyjna ]

W mediach jest całe mnóstwo negatywnych informacji. Na mnie to zaczęło działać również negatywnie. Nie chcę być ignorantką, która nie wie, ile zła jest na świecie, ale serio, przytłacza mnie myśl zamartwiania się wszystkimi negatywnymi wydarzeniami, które obserwujemy w świecie. Z drugiej strony, brak współczucia czy brak reakcji też byłby dziwny.

O co mi biega ?

Powiedzmy, że osoby, które odwiedzają tego bloga to osoby związane w jakiś sposób ze środowiskiem prozwierzęcym. I ok, powiedzmy, że wszyscy mamy polubione na fejsie właśnie jakieś organizacje prospołeczne. I jakie info tam znajdujemy ? Niestety, pozytywne info, o tym, że ktoś uratował psa czy o tym, że znaleźli się nowi wolontariusze chętni do pomocy itp. – takie info są rzadkie. Natomiast przez redaktorów tych stron jesteśmy bombardowani zdjęciami smutnych piesków, kotków do przygarnięcia, czy zdjęciami zwierząt z wyprutymi flakami.

Co powodują u Was takie obrazki ? Współczucie ? Siadacie w kącie i płaczecie ? Rzucacie wszystko i zaczynacie działać ? A może scroll’ujecie dalej w poszukiwaniu śmiesznego obrazka ?

Ja scrolluję dalej. Znieczulica taka.

Odciąć się zupełnie nie można, bo oznaczałoby to życie w iluzorycznym świecie, gdzie wszystko jest cacy, a jednorożce srają tęczą.

Jednak, przytłaczające info trzeba dawkować. Zwłaszcza, że istnieje coś takiego jak emocje nieuświadomione, czy nawet prymowanie. No właśnie . Nawet takie (często pokazywane podświadomie, niezauważalne dla badanego) obrazeczki wpływają na naszą psyche. Najmocniej działają te o znaczeniu emocjonalnym.

Należałoby się zastanowić czy mamy zły nastrój czy może ze świata dopływają do nas złe wskazówki, które wpływają na nasz humor ? Chyba warto otaczać się pozytywnymi bodźcami .. :)

Pozdro.

Dodaj komentarz

Filed under Lifestyle

Motywacja na paskudne poniedziałki – Rest day

rest day

Zimą to się człowiekowi nie zawsze chce. Najchętniej siedziałby w ciepełku, pod pierzynką. A wiosną, latem ? Wulkan energii !

Wraz ze nasłonecznieniem zwiększa się grono osób uprawiających sport. I to jest takie mega pozytywne ! :)

[No chyba, ze akurat jedziesz bardzo tłoczną ścieżką rowerową … ]

Jeżeli naprawdę kochamy ruch to jesteśmy narażeni na przeforsowanie się.

Niektórzy liczą kalorie i chcą wydatkować jak najwięcej energii w ciągu dnia w celu spalenia wszystkich pochłoniętych kalorii,  w celu redukcji tkanki tłuszczowej, inni chcą dojść do zgrabnej figury. I wszyscy myślą, że im więcej ćwiczeń tym lepiej.

Liczenie kcal, ćwiczenie mimo bólu, przemęczenie. Nadmiar sportu, niedobór energii odbiera nam motywację, a przecież chcemy funkcjonować na wysokim poziomie.

Nie daj się obsesji ćwiczeń. Spokojnie, jak raz nie pobiegasz, to nie obrośniesz tłuszczem.

Rest day jest potrzebny tak samo jest odpoczynek nocny. Daj swojemu ciału się zregenerować.  Nadmiar ćwiczeń to stres dla organizmu. Po każdym treningu wzrasta ilość wolnych rodników oraz czynników pozapalnych w Twoim organizmie, dlatego musisz dostarczyć sobie przeciwutleniaczy : )

Tak, istnieją  wyczynowi sportowcy, którzy muszą trenować kilka razy dziennie, ale ich ciało po wielu latach jest lepiej przystosowane do takiego przeciążenia. Zresztą to nie są zwykli ludzie : )

Rest day jest potrzebny, nie fiksuj się na sporcie. Kiedy trzeba cisnąć ćwiczenia to ciśnij, kiedy trzeba odpoczywać, to odpoczywaj :  )

2 komentarze

Filed under Lifestyle

Sen

Sen :
-dlaczego jest ważny ?
-jak długo spać ?
-jak zadbać o wysoką jakość snu ?
-jak powinna wyglądać wieczorna rutyna ?
-co zrobić by stać się rannym ptaszkiem ?
Moje osobiste doświadczenia w sprawie snu :)

Dodaj komentarz

Filed under Lifestyle

Bylejakość

Koniec z byle jakością.

Nosiłam byle jakie ubrania po starszym rodzeństwie.

Buty do kosza też miałam – byle jakie adidasy.

Rolki. Nie wiem, czy spodoba mi się jazda na rolkach, więc kupuję sobie najpierw takie byle jakie, żeby sprawdzić czy będę jeździć.

Oczywiście później nie wymieniam ich na lepsze, bo po co, skoro te spełniają swoje funkcje ?

Tym sposobem mam mnóstwo byle jakich rzeczy.

Rower byle jaki. Sandałki byle jakie. jak mi się rozpadną to poszukam innych.

Ubranka do chodzenia po domu ? Byle jakie, czasem nawet poplamione.

Filmik na yt. Niedoskonały.

„A wrzucę byle jaki, może ktoś doceni moją „autentyczność” .

Przykłady można mnożyć.

Też tak macie ?

Najpiękniejsza zastawa obiadowa zarezerwowana na specjalne okazje, które tak rzadko się trafiają. A na co dzień zjadamy strawę z byle miski?

O czym to świadczy ?

Może wydaje nam się, że na nic lepszego nie zasługujemy ? Mamy taka niską samoocenę ?

Kurde, chcę skończyć z tą bylejakością w moim życiu! Koniec z zadowalaniem się byle czym.

Stawiamy na jakość ! Nie gódźmy się na byle jakie życie !!!

I tym pozytywnym akcentem ściskam Was serdecznie : )

1 komentarz

Filed under Lifestyle