Moja historia

Witaj na stronie Nat Stan.

Postanowiłam podzielić się z Tobą moja historią ( w telegraficznym skrócie : )) w nadziei, że zainspiruje Cię ona do podjęcia walki o lepszą wersję siebie :)

Jako dziecko, przyznaję, byłam lekko przekarmiona syfiastym jedzeniem, ale nie przyniosło to żadnych natychmiastowych negatywnych konsekwencji w postaci nadmiaru kilogramów. Zawdzięczam to temu, iż byłam aktywnym dzieckiem, grałam w kosza, jeździłam konno zamiast grać na komputerze. Nie jadłam większości warzyw. Od zawsze ciągnęło mnie do słodkiego smaku. Byłam rozpieszczana słodyczami, uwielbiałam także zupki chińskie typu instant, wydawałam swoje oszczędności głównie na chipsy. Mój standardowy dzień zaczynał się od bułki słodkiej i jogurtu owocowego. Do szkoły na 2-gie śniadanie zabierałam kolejną bułkę słodką z batonikiem. Po powrocie do domu zawsze jadłam 2-daniowy obiad, najczęściej bardzo wysokotłuszczowy. Po południu przychodziła kolej na czipsy, lody, ciastka. Nie narzekałam.

W okresie gimnazjum nadal nic się nie zmieniło, poza tym, że postanowiłam przejść na wegetarianizm. Poza kilkoma wpadkami (oszustwami ze strony rodziny) właśnie wtedy po raz ostatni jadłam mięso. Wszyscy mi wmawiali, że mięso jest źródłem białka, więc teraz muszę jeść więcej nabiału, by zrekompensować brak tego składnika w diecie.

Dziwny zbieg okoliczności, ale w tym czasie zaczęły się też moje problemy z cerą trądzikową. Najpierw używałam kosmetyków drogeryjnych z alkoholem, które sprawiły, że moja skóra stała się naczynkowa. Preparaty nie pomagały, więc trzeba było sięgnąć po leki, najpierw te bez recepty typu Benzacne, Acne Derm, później silniejsze na receptę np. Epiduo, Teracykliny itp. Walka trwała przez kolejne lata, raz było lepiej, raz gorzej…

S6302960

W okresie liceum nie byłam na żadnej diecie, ale wiedziałam, że mam kilka słabych punktów.  Moje największe utrapienie : duże uda … i biodra … i brzuch wystający.  Już wtedy wiedziałam, że czekoladowego batonika należy zamienić na batonika muesli oraz powinnam bardziej przykładać się do aerobiku. Moje BMI było w normie, ale zbliżała się studniówka, a do tego doszedł stres przedmaturalny.

Powoli zaczęłam sobie zdawać sprawę, że jedzenie przynosi mi ulgę w stresie i jest takie pyszne.

Później nadszedł okres studiów. Nowe życie, nowi znajomi. Miałam okazję do wykreowania swojego wizerunku na nowo i postanowiłam tę sytuację wykorzystać. Nosiłam kapelusze, buty na obcasie, spódnice. No cóż, już nie chciałam dłużej być dziewczyną z małego miasta, która pół życia spędziła w stajni. Przeniosłam się do dużego miasta by studiować, więc muszę zachowywać się na poziomie! W końcu miałam okazję by samodzielnie gospodarować swoim budżetem domowym i robić zakupy, więc kupowałam to, na co miałam ochotę. A wiecie jak się kończą takie historie, prawda ?

asfdas

Już po kilku tygodniach takiego odżywiania się wiedziałam, że to źle wpływa na moją sylwetkę i że muszę schudnąć. Więc jadłam mniej i mniej, próbowałam różnych diet, ćwiczyłam, jeździłam na rolkach. Chodziłam spać głodna, ale chudłam. Zauważalnie dla otoczenia. Pierwsze diety, pierwsze sukcesy .

Myślałam, że po powrocie do domu na wakacje jeszcze popracuję nad sobą, a na studia wrócę z wymodelowaną sylwetką. Wróciłam … co najmniej 15 kg cięższa. Tyle kilogramów w 3 miesiące. 3 najgorsze miesiące mojego życia. Żarłam na umór, winiłam wszystkich za moje zachowanie. Miałam stany depresyjne, myśli samobójcze i brak sił fizycznych by je zrealizować. Liczyło się tylko jedzenie, o którym obsesyjnie myślałam i którego szczerze nienawidziłam. Brałam tabsy na chudnięcie, próbowałam rożnych sposobów na zahamowanie apetytu. W czasie napadu czasem tylko gryzłam jedzenie i je wypluwałam, okazyjnie wymiotowałam. Byłam blisko bulimii, marząc o byciu motylkiem.

I co w takiej sytuacji odpowiedzieć znajomym, gdy pytają : Co robiłaś w wakacje ?  … Z bagna uratowało mnie to, iż powróciłam na kolejny semestr na studia. Wzięłam się za siebie. Nie, nie przeszłam na kolejną dietę. Pogodziłam się z wagą (ok. 75kg), postanowiłam odpuścić i skupić się na poprawieniu mojej mocno nadwyrężonej kondycji psychicznej.

Zamieszkałam w typowym domu studenckim z nowymi ludźmi, dzięki czemu mogłam obżerać się tylko i wyłącznie na zewnątrz, a nie w mieszkaniu, w którym zawsze było mnóstwo ludzi. Zajęłam swoją głowę tym, co naprawdę mnie interesowało, co było moją pasją. Zainwestowałam w swoje szczęście. Jeździłam konno co 2-gi dzień, walczyłam mieczem. Znów odnalazłam chęci do wstawania i przeżywania kolejnych dni. W międzyczasie czytałam blogi fitnessowe, zaczęłam interesować się właściwościami jedzenia. Zrzuciłam jakieś 3kg, co zainspirowało mnie do dalszej pracy nad sobą.

Chciałam schudnąć więcej, ale nadal miałam napady obżarstwa, co nasilało także trądzik. Lekarz proponował Izotretyoninę. Postanowiłam zawalczyć o siebie w bardziej naturalny sposób.

_DSC0130

Wiedziałam, że jedyna dieta, na której udało mi się wytrzymać to dieta wegetariańska, więc postanowiłam spróbować diety wegańskiej. Kierowały mną głównie te 3 powody :

-etyczne

-trądzik

-napady kompulsywne

W listopadzie 2012 r. przeszłam na miesiąc na weganizm. Przez ten miesiąc uwolniłam się chwilowo od napadów obżarstwa. Nawet w święta bożonarodzeniowe i sylwestra byłam w stanie powstrzymać swój dotąd niepohamowany apetyt.

Moja cera wyglądała troszkę lepiej a na dodatek czułam się lżej ( to pewne przez to częste bieganie do toalety :)) Chociaż wcześniej uważałam wegan za dziwaków, podjęłam decyzję o przyłączeniu się do tej gromadki dziwnych ludzi, którzy, jak się później okazało, są całkiem normalni i dość liczni.

W przeciągu 6 miesięcy zmieniałam powoli moje nawyki żywieniowe oraz lifestylowe. Dałam sobie przyzwolenie na jedzenie tego, na co mam ochotę, pod warunkiem, że jest to wegańskie. Powoli przestawałam bać się produktów, od których podobno miałam utyć np. ryż, ziemniaki. Moja dieta bazowała głównie na  warzywach na parze oraz kaszach. Przyznaję, owoce traktowałam jako przekąskę. Zresetowałam moje kubki smakowe, aczkolwiek nadal jadłam dużo słodkości, ale przeważały takie, które sama przygotowałam np. owsianka na słodko, deser z kaszy z owocami.

Przyznaję, że w czasie tych kilku miesięcy miałam jeszcze kilka napadów obżarstwa, ale nie były one tak intensywne jak wcześniej i powoli zaczynałam je rozumieć. Ponadto, nie były one aż tak szkodliwe, ponieważ gdy przeczuwałam nadejście ataku najpierw starałam się zapełnić swój żołądek czymś zdrowym, nawet gdyby miałby to być kilogram marchewek. Miałam coraz więcej energii, więc stosunkowo dużo ćwiczyłam. Wstawałam rano, robiłam krótką sesję jogi, dojeżdżałam rowerem na uczelnię, jeździłam konno, byłam dość aktywna.  I schudłam. Bezboleśnie.

klucha3 (2)

Przez kolejne miesiące, nadal chudłam i chudłam. Najniższą wagą, do której doszłam do chyba 50kg.

Straciłam okres. Byłam niemalże wychudzona, miałam zapadnięte policzki, ludzie zaczęli  martwić się o mój stan zdrowia. Sama wiedziałam, że muszę przytyć, w tym celu nawet piłam codziennie rano olej :) Uwierzcie mi, że nie dążyłam obsesyjnie do mniejszej wagi ciała, tylko jakoś tak samo wyszło…

W tym okresie też włączyłam do swojej diety ( w końcu, po roku weganizmu) więcej warzyw surowych, zieleninę. Pamiętajcie, potrzeba dużo czasu na zmianę swoich nawyków żywieniowych, które będą Wam sprawiać przyjemność. Do wielu decyzji trzeba dojrzeć.

Jak widzicie, zaczynałam raczej jako junk vegan, który uwielbiał pasztety sojowe, a moja transformacja w kierunku zdrowszego odżywiania się trwała kilka miesięcy. W internecie natrafiłam na ludzi promujących wysokowęglowodanowy weganizm. Nawet nie pamiętam dokładnie u kogo zobaczyłam pierwszy raz owocowe posiłki, ale zainteresowała mnie taka koncepcja. Podchodziłam do tego dość sceptycznie, ale w przeciągu miesiąca sukcesywnie zaczęłam jeść więcej węglowodanów . Dzięki zajadaniu się owocami zniknęło większość zachcianek na słodkości.

20150601_120000

Nie przytyłam jakoś drastycznie, ale zdecydowanie utraciłam moje wystające kości, co było dla mnie powodem do dumy. Przyznam szczerze, że mimo, iż utrzymuję w miarę stabilną masę ciała, nie jest idealnie.

Zdarza mi się, zjeść więcej niż powinnam, moje ciało też się zmienia, czasem mam bardziej pulchną twarz ( drugi podbródek jest genetyczny, miałam go nawet przy bardzo niskiej wadze :P), a zimową porą gdy uprawiam mniej sportu moje uda nie są tak jędrne jak latem :) Ale akceptuję i lubię siebie więc to najważniejsze.

Być może moja gospodarka hormonalna nadal nie pracuje idealnie, ale główną przyczyną jest zbyt duża utrata masy ciała w przeszłości. Do dziś moja cera trądzikowa lubi o sobie przypomnieć. Wolałabym się jednak skupić na zaletach diety wegańskiej, jednakże w moim przypadku byłby to temat rzeka. Najbardziej zdziwiły mnie zmiany mentalne jakie zaszły w mojej psychice, co potwierdza, że

Jedzenie zmienia umysł, a umysł zmienia ciało.

_DSC0235nn

One response to “Moja historia

  1. Pingback: Wyzwanie bikini + e-book |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s