Tag Archives: ignorancja

Dieta informacyjna

Jaka jest granica pomiędzy minimalizmem a ignorancją?

Tak się zaczęłam zastanawiać. O moich skłonnościach do minimalizmu powstał filmik i gdzieś tam ta kwestia pewnie też się przewijała. Jeżeli nie bezpośrednio, to można wysnuć pewnie wnioski z mojego podejścia do spraw. No oczywiście do tego trzeba znać mnie osobiście, co może dla większości odbiorców być dość trudne do realizacji … :P Musicie wierzyć mi na słowo.

Whatever, dziś chciałabym się skupić na konkretnym rodzaju minimalizmu, czyli na minimalizmie informacyjnym.

negatywna vs pozytywna kampania

 

 

 

 

 

 

 

 

Zanim przejdę do tematu, chciałabym najpierw przedstawić jak wyglądał mój stosunek do informacji serwowanych przez media w okresie mojej adolescencji. Mianowicie, już w liceum za osobisty cel postawiłam sobie bycie ‘ogarniającą’ świat osobą. Chciałam wiedzieć coś o wszystkim. Przedmiotem moich zainteresowań oczywiście nie był WOS, czy polonistyka, gdyż uczęszczałam do klasy biologiczno-chemicznej i w tej dziedzinie upatrywałam swoja przyszłość.  Owszem czytałam gazety, oglądałam serwisy informacyjne, ale nie byłam jakimś maniakiem informacji. Aczkolwiek byłam na tyle zorientowana, że czasem drażniła mnie ignorancja rówieśników. Oni na prawdę nie mieli podstawowej wiedzy o tym, co się w naszym kraju dzieje. A to taki ważny wiek, w życiu człowieka jako części społeczeństwa. Ukończenie 18 roku życia w końcu daje nam przepustkę do dorosłego życia i do głosowania w wyborach.

Ale zostawmy to.

Przyszedł czas na studia, a w mieszkaniu studenckim nie ma miejsca ani czasu na telewizor. A jeżeli masz na to czas to „you’re doing it wrong” ! ; )

Zatem moja wiedza o świecie musiała pochodzić z internetu, gdyż rodzice już nie zaopatrywali mnie w gazety :P.

Jak wiemy, internet to doskonałe źródło bezużytecznej informacji. Możliwość wyboru określonego portalu, artykułu daje nam możliwość samodzielnego decydowania o treściach, które chcemy czytać, przeglądać. Mamy większe rozpoznanie w terenie. Wiemy mniej więcej gdzie szukać jakich treści. Można selekcjonować, od razu porównywać informacje, punkty widzenia, style. Tylko czy długo tak można ?

Z czasem znalazłam się w sytuacji, w której chłonęłam informacje jak gąbka. I równie szybko się ich pozbywałam z głowy. Zauważmy, że zewsząd jesteśmy bombardowani nieistotnymi wiadomościami. Zamiast czytać wartościowe teksty, czytamy coraz to durniejsze bazgroły. „Newsy ? Ah, wystarczą mi nagłówki!” Już nie interesuje mnie nawet ich treść. Tyle cennych, wymagających refleksji teksów ucieka mi sprzed nosa.

Ale wiecie co ? Chyba nie żałuję. Chciałam napisać, że świadomie wybieram treści, które czytam, ale nie do końca tak jest. Przecież trudno jest odróżnić zbiory od plew :P

Obecnie, orientuję się tylko „tyle o ile”. Stałam się troszkę ignorantem, ale … spoko, o nadchodzących wyborach wiem :D

Ważniejsze są dla mnie info lokalne, wpływające bezpośrednio na moje życie.

[W tym momencie to gazetkę promocyjną z supermarketu czyta mi się najprzyjemniej ! :P to przykre, wiem]

Doskonale jednak rozumiem ludzi, którzy śledzą codzienne poczynania w polityce, czy w innych dziedzinach życia społecznego. Jednak wiem, że to nie dla mnie.

Jakoś samoczynnie przeszłam na dietę … dietę informacyjną.

Polecam.

Ponadto, chciałabym jeszcze w tym poście wspomnieć o jednej, bardzo ważnej rzeczy. Tak właściwie to chciałam napisać tylko o tym, ale jakoś się rozpłynęłam …

[Sorka, chciałam tylko przypomnieć, że potrafię myśleć nie tylko o jedzeniu, ale także o życiu  :D Chociaż jak widać termin „dieta” musiał się pojawić – patrz : dieta informacyjna ]

W mediach jest całe mnóstwo negatywnych informacji. Na mnie to zaczęło działać również negatywnie. Nie chcę być ignorantką, która nie wie, ile zła jest na świecie, ale serio, przytłacza mnie myśl zamartwiania się wszystkimi negatywnymi wydarzeniami, które obserwujemy w świecie. Z drugiej strony, brak współczucia czy brak reakcji też byłby dziwny.

O co mi biega ?

Powiedzmy, że osoby, które odwiedzają tego bloga to osoby związane w jakiś sposób ze środowiskiem prozwierzęcym. I ok, powiedzmy, że wszyscy mamy polubione na fejsie właśnie jakieś organizacje prospołeczne. I jakie info tam znajdujemy ? Niestety, pozytywne info, o tym, że ktoś uratował psa czy o tym, że znaleźli się nowi wolontariusze chętni do pomocy itp. – takie info są rzadkie. Natomiast przez redaktorów tych stron jesteśmy bombardowani zdjęciami smutnych piesków, kotków do przygarnięcia, czy zdjęciami zwierząt z wyprutymi flakami.

Co powodują u Was takie obrazki ? Współczucie ? Siadacie w kącie i płaczecie ? Rzucacie wszystko i zaczynacie działać ? A może scroll’ujecie dalej w poszukiwaniu śmiesznego obrazka ?

Ja scrolluję dalej. Znieczulica taka.

Odciąć się zupełnie nie można, bo oznaczałoby to życie w iluzorycznym świecie, gdzie wszystko jest cacy, a jednorożce srają tęczą.

Jednak, przytłaczające info trzeba dawkować. Zwłaszcza, że istnieje coś takiego jak emocje nieuświadomione, czy nawet prymowanie. No właśnie . Nawet takie (często pokazywane podświadomie, niezauważalne dla badanego) obrazeczki wpływają na naszą psyche. Najmocniej działają te o znaczeniu emocjonalnym.

Należałoby się zastanowić czy mamy zły nastrój czy może ze świata dopływają do nas złe wskazówki, które wpływają na nasz humor ? Chyba warto otaczać się pozytywnymi bodźcami .. :)

Pozdro.

Dodaj komentarz

Filed under Lifestyle