Tag Archives: zwierzeta

Doświadczenia na zwierzętach.

animal_testing

Jako osoba na diecie wegańskiej, a zarazem (ewentualny) przyszły naukowiec (sic!) codziennie zmagam się z dysonansem poznawczym.

A ponieważ bliżej mi do racjonalisty niż do emocjonalisty chwilowo nie porzucam możliwości pracy w placówkach badawczych, które wykonują testy na zwierzętach. Dlaczego?

Badania laboratoryjne z użyciem zwierząt budzą niezwykłe kontrowersyjne. Zgadzam się, że należy je ograniczyć. Niestety, wg mnie chwilowo są one złem koniecznym (o ile w ogóle istnieje coś takiego…). Naiwnie twierdzę, że dany typ eksperymentu jest konieczny, ale z utęsknieniem czekam aż będzie on zastąpiony rozwiązaniem „alternatywnym”. Korzystam tutaj z zasady 3xR (“Reduce, Refine and Replace”), mówiącej o redukowaniu, doskonaleniu i wymienianiu badań prowadzonych na zwierzętach. Wiem, że to może nie być wystarczające i z perspektywy zwierząt jest bezwartościowe, natomiast ma pewien sens naukowy.

Faktem jest, że jako bezduszni ludzie wywołujemy choroby u zwierząt laboratoryjnych, później je leczymy, a zastosowanie tych samych terapii u ludzi przynosi często niepowodzenie. Nauka polega jednak na metodzie prób i błędów. Szkoda tylko, że wiąże się to ze śmiercią niewinnych stworzeń.

Wg mnie zaprzestanie badań naukowych na szczurach, myszach jest piękną ideą. Celem, który chciałabym propagować wśród środowiska naukowego Należy rozpowszechnić te alternatywne techniki, które proponują towarzystwa prozwierzęce. Całym sercem zgadzam się z osobami, które tak bardzo o to walczą, co oczywiście jest ogromną hipokryzją, ponieważ z jednej strony jestem za ograniczeniem (a w przyszłości całkowitym zaprzestaniem badań na zwierzętach), a jednocześnie obecnie aktywnie nie popieram tego ruchu do końca.

Mianowicie propozycje, które wysuwają przeciwnicy badań niestety, nie są do końca realistycznymi alternatywami.

Jeżeli propaguję weganizm to jednocześnie proponuję osobom inną, a nawet zdrowszą alternatywę. Masz ochotę na mięso- spróbuj seitana lub kotletów sojowych. Zastąpienie w przepisach jajek- żaden problem. Nawet smalec znajdziesz wegański. A ubrania? Łatwo znajdziesz skóry syntetyczne, sztuczne futra itp. Czyli istnieją łatwo dostępne alternatywy. W przypadku jedzenia wymienniki są nawet zdrowsze. Weganizm coś zabiera, ale coś daje w zamian. Jednakże, nie jest tak w przypadku badań laboratoryjnych. Póki, co nie dysponujemy alternatywami, które sprawdziłyby się w każdej sytuacji.

Zanim przejdę do proponowanych możliwości badań czuję się zobowiązania wspomnieć, że życie zwierzęcia laboratoryjnego pod wieloma względami jest zdrowsze i bardziej komfortowe niż życie niektórych zwierząt w azylu. Oczywiście argument ten jest wymuszony. Jednakże z perspektywy zniewolonego lepiej przebywać w miejscu gdzie o Ciebie dbają i traktują z szacunkiem.

Tak! Bo zwierzęta w laboratorium są traktowane z należytym szacunkiem. Istnieją ściśle określone zasady wg, których należy przeprowadzać eksperymenty. Procedury są prowadzone, by wyeliminować wpływ nawet najmniejszych zakłóceń ze strony organizmu. Dyskomfort zwierząt mógłby doprowadzić do zaburzeń funkcjonowania a tym samym do zafałszowania wyników. Zatem zwierzęta są traktowane z troską. Naukowcy nie pozwalają sobie na okrucieństwo, nieuwagę, zaniedbanie. To są ludzie wykształceni, a nie patologia, która wyładowuje swoją frustrację na biednych zwierzaczkach.

Okrutna prawda jest też taka, że zwierzęta laboratoryjne są po prostu dostępne, wymienne i relatywnie tanie. Czyli jednak uprzedmiotawiamy zwierzęta? Wygląda na to, że w pewnym sensie tak. Niestety, analogiczne badania na ludziach byłyby kosmiczne drogie. Trudno poradzić sobie także z błędami i ich konsekwencjami. Kolejny problem to brak prostej możliwości powtórzenia poszczególnych eksperymentów.

Oczywiście, w pewnym sensie zgadzam się ze stwierdzeniem, że badania na zwierzętach to nauka dla nauki. Ale tylko dla laika. Jeżeli spojrzymy na publikacje naukowe, mało z nich rozumiemy, nie widzimy żadnego przełożenia na warunki występujące u człowieka. Natomiast  osoba obeznana w dziedzinie jest w stanie z nich bardzo wiele wyciągnąć.

Polecam wejść na stronę znajdującego się niedaleko Was Uniwersytetu, zajrzeć w zakładkę odpowiedniego wydziału i poczytać ich publikacje.

Dobra, ja biorę przypadkowo wybrany artykuł angielskojęzyczny z 2012r. Wcale nie jakiś mega ważny. I czytam, że: „Określony peptyd syntetyczny wprowadzono za pomocą adenowirusa do hipokampów myszy transgenicznych mających zmutowany ludzki gen APP i okazało się, że jest on w stanie zahamować aktywację astrocytów przez blokowanie interakcji kalcyneuryny z NFAT”.

Bełkot. Nauka dla nauki. Dla laika. Jak się ktoś orientuje w dziedzinie (ja tylko udaję, że się orientuję) to może z takich badań dowiedzieć się o wpływie danej substancji na stan zapalny w mózgu, amyloid beta, na funkcje poznawcze, funkcjonowanie synaps. Z tego można wyciągnąć wnioski o prewencji Alzheimera u ludzi.

Osobiście nie wiem jak tego typu badania przeprowadzić na ludziach, jak sprawdzać takie drobne niuanse występujące na poziomie molekularnym. Natomiast przekonana jestem, że niektóre badania można przeprowadzać na pacjentach. Tak też postępowano w XIXw. Chociaż w sumie to nie jest dobry przykład, lekarze przeprowadzali zabiegi chirurgiczne wśród wyć pacjentów: bez narkozy i bez antyseptyków.

Trafnym spostrzeżeniem jest, że skoro lek ma działać na ludziach, to powinniśmy go testować na ludziach. Tyle, że wtedy nic nie wiemy o mechanizmie jego działania. Mikrodozowanie jest bardzo dobrym rozwiązaniem przy zastosowaniu nowych leków. Chociaż to trochę jak z homeopatią. Ponadto, niczego nie dowiemy się o komórkowej strategii działania leku.

Ponadto, zanim wymyślimy sobie jakiś lek, to musimy wiedzieć, jakie substancje w niego włożyć. Przecież nie będziemy strzelać na ślepo. Pomieszamy to, co mamy w probówkach, damy pacjentowi, zobaczymy, może wyleczymy go z danego schorzenia?

A jakbyśmy chcieli zobaczyć, w jaki sposób ten lek zadziałał? Wykorzystując mały, przenośny mikroskop dwufotonowy? No pewnie, tylko ilość takich urządzeń na świecie można policzyć na placach u jednej ręki. A może po prostu Pan Pacjent da się pokroić? A może mamy czekać do jego śmierci? Przecież wyników potrzebujemy już teraz, na wczoraj.

Mamy hodować transgenicznych ludzi z ekspresją fluorescencyjnych białek? Być może za jakiś czas rozwój, chociażby optogenetyki umożliwi nam zaglądanie w ludzki organizm w mniej inwazyjny sposób. Natomiast dziś nadal piętrzą się pytania o to, jak sprawdzić w człowieku, z jakim receptorem wiąże się dany lek, na jaką ścieżkę sygnalizacyjną aktywuje/blokuje w organizmie? Żeby upewnić się w sposobie jego działania musimy także podawać antagonistów, co wywołuje skutek odwrotny do zamierzonego. Znajdą się chętni na takie badania?

Testując tylko na ludziach, znaczenie wydłuża nam się czas oczekiwania na wyniki, które często uzyskuje się post-mortem. Autopsje są bardzo przydatne, wiele wniosły do historii medycyny. Niestety stopień ich przydatności w dzisiejszych czasach do rozwoju nauki jest trochę ograniczony. Mimo wszystko twierdzę, że w badaniach pośmiertnych pacjentów tkwi jakiś potencjał. Biopsje są także w miarę bezpiecznym narzędziem diagnostycznym.

Problem z badaniami na ludziach jest także taki, iż nie mamy całkowitej kontroli nad pacjentami. Bo skąd będziemy wiedzieć, że obserwowany efekt jest spowodowany danym czynnikiem, a nie innym? Nie możemy zamknąć ludzi w klatkach i dogłębnie monitorować wpływu każdego elementu.

Biorąc pod uwagę jeszcze sytuację polskiego pacjenta, który na wizytę do lekarza musi czekać kilka lat, prawdopodobnie nie doczekałby chwili, w której zostałby poddany badaniom przedklinicznym z wykorzystaniem nowoczesnych technik. Nawet jeżeli ręce do pracy są w postaci pracowników naukowych trudno zorganizować dla wszystkich odpowiedni sprzęt, próbki, czy obiekty doświadczalne w postaci pacjentów.

Nie ukrywajmy, pieniądze są ogromnym problemem. Sprzęt laboratoryjny jest kosztowny. Gdzie kupić oprogramowanie do super komputerów, które za symulują nam odpowiedź ludzkiego organizmu? Jasne, wspierajmy takie inicjatywy. Jednak musimy być świadomi, że jeżeli w ciągu najbliższych lat powstaną takie komputery, to będzie ich ograniczona ilość, nie będą ogólnie dostępne, tylko niektórzy będą w stanie spełnić wymagania techniczne potrzebne do korzystania z takich oprogramowań.

Uważam jednak, iż są takie dziedziny nauki, w których śmiało możemy zacząć wykluczać użycie zwierząt laboratoryjnych do testów. Dlatego też nie kupuję kosmetyków marek, które testują na zwierzętach, czy produktów, w których znajdują się produkty odzwierzęce. Firmy, które tego nie robią, pokazują, że to już nie jest konieczne. Zatem wspierajmy te koncerny.

Wspominając o alternatywach testów na zwierzętach, należy wspomnieć także o badaniach na liniach komórkowych, które są niezwykle ważnym narzędziem w rękach naukowców. Chętnie wspierałabym takie projekty badawcze. Tylko należy pamiętać, że hodowle pewnych komórek i tak trzeba pobrać od zwierząt. Co więcej, sprawdzamy jak dane substancje działają in vitro, natomiast in vivo mogą one dawać zupełnie inne efekt, ponieważ w organizmie zachodzą efekty synergistyczne z innymi substancjami lub plejotropowe. Sprowadza się to do tego, że człowieka należy traktować holistycznie.

Wróćmy na chwilę do modelowania komputerowego. Z tym wiele osób wiąże duże nadzieje. Tymczasem zastanawia mnie czy możemy stworzyć oprogramowanie, które będzie rzetelnie symulować reakcję organizmu i weźmie pod uwagę większość znaczących czynników. Powstanie taki sztuczny, modelowy organ? Tylko szkoda, że różnice osobnicze sprawiają, że często odbiegamy od modelu. Mimo wszytsko, trzymam kciuki za rozwój te dziedziny bioinformatyki.

Podobają mi się także badania nad komórkami macierzystymi. Tymczasem ich hodowla obfituje w niepowodzenia, ale faktycznie widzę przyszłość w tej metodzie. Póki, co musimy jeszcze wiele się nauczyć. Etycznie nie widzę żadnego problemu ze stosowaniem ich, ponieważ realnie jesteśmy daleko od granicy, w której budziłoby to moje zastrzeżenie jak np. wyhodowanie człowieka. Sci-fi, wiem.

A co z jednym z ważniejszych narzędzi w naszych rękach, mianowicie prewencji?

Chyba nie widzimy potencjału w niej drzemiącego. A przecież łatwiej zachęcać ludzi do używania kondomów niż do opracowywania lekarstwa na AIDS. Oszacowano, że 80% wszystkich chorób nowotworowych i chorób serca można zapobiec. My nadal wolimy je leczyć. Nie wierzysz? Ilu znasz palaczy? Wszyscy zapewne są świadomi, z czym wiąże się każdy kolejny wypalany przez nich papieros. I co? W nosie to mają.

Najwidoczniej lepiej jest wydawać pieniądze na leki niż po prostu zapobiegać chorobom. Takie podejście zapewne podoba się firmom farmaceutycznym. Ich dochodowy biznes nie ma na celu dobra pacjentów. Z całą pewnością istnieją skuteczne leki na pewne schorzenia, ale ich wprowadzenie na rynek nie jest opłacalne z punktu widzenia koncernu farmaceutycznego. Natomiast nabijanie ludzi w butelkę jest dochodowe: „Nie jedź owoców, kup nasze tabletki z błonnikiem. Nie pij zielonej herbaty, kup z niej ekstrakt.”

W tym kontekście rozsądne wydaje się rozwiązanie: zdrowe życie – mniej chorób- mniej leków – mniej badań na zwierzętach.

Dziękuję za uwagę.

Przepraszam za szczerość i hipokryzję.

4 komentarze

Filed under Weganizm

Cowspiracy

gandhi-greed-quote

Podczas dzisiejszej WEGANMANII miałam okazję obejrzeć „Cowspiracy” i wiecie co ? Polecam, jest to dobrze zrealizowany film dokumentalny, który w trafny sposób ukazuje hipokryzję organizacji pozarządowych. Bo jak inaczej nazwać ruch promujący fikcyjne rozwiązania? Ruch który zaprzecza istnieniu niszczycielskiego wpływu hodowli zwierząt na stan naszego środowiska ? Czemu tak się dzieje ? Ponieważ rolnictwo zwierząt to bardzo dochodowy biznes, który ‚trzyma władzę‚. Nasza ignorancja buduje ich siłę.

Jeżeli chcemy ocalić nasza planetę proponuję zacząć od reformy na naszym talerzu. Ale my to wiemy, prawda ?
Może wyemitujmy ten film ludziom, którzy jeszcze nie są świadomi jak wielki wpływ mają nasze wybory żywieniowe na nas i nasze otoczenie ?

Dodaj komentarz

Filed under Weganizm