Tag Archives: zmiany

Strefa komfortu

Pamiętam jak wiele zmieniło się z moim życiu, gdy zaczęłam studia. Moje dzieciństwo było raczej usłane różami. Niczego mi nie brakowało, to co mieliśmy wystarczało na godne, choć niezbyt luksusowe życie. Ojciec mnie nie bił, matka nie chlała, rodzeństwo nie ćpało [chyba] – full wypas. Wysokie mam wymagania, co nie ? Nie no, żartuję.

Miałam o wiele więcej: wsparcie z ich strony na realizowanie pasji a czasem po prostu zachcianek ; ) Jako nastolatka, nie miałam zbyt wielu ograniczeń ( uf, chwała moim rodzicom za to). Raczej nie było problemu z odebraniem mnie w nocy z imprezy, z udzieleniem pozwolenia na wyjazdy, wycieczki. Z drugiej strony też nigdy nie nadwyrężyłam okazywanego mi zaufania :) Jednakże, w domu rodzinnym nie nauczyłam się … obowiązków domowych. Bo byłam księżniczką.

Wrodzony spryt długi czas pozwalał mi na nienabywania lub ukrywanie braku pewnych umiejętności :D Bilans wyglądał tak, że w ciągu 19 lat mojego życia zaledwie kilka razy umyłam naczynia ( a raczej opłukałam kubek), prania chyba nigdy sama nie włączyłam, bałam się kuchenki gazowej.

_DSC0018

1. rok studiów

I jak tu wysłać takie dziecko na studia ? Jeszcze taaaaak daleko od domu. Gdybym jeszcze wracała na weekendy do domu to byłoby łatwiej, pewnie przywoziłabym brudne majtki mamusi do prania. Hahaaa. Przypuszczam, że wiele osób zakładało, że nie dam sobie rady na studiach. Pracy jako takiej się nie bałam, byłam świetna w wyrzucaniu gnoju, zajmowaniu się zwierzaczkami, ale zdecydowanie nie miałam pojęcia o zajmowaniu się mieszkaniem. Teraz możecie pomyśleć, że wraz z opuszczeniem gniazda domowego pewnie stałam się ofiarą własnego wcześniejszego wygództwa ? Nic bardziej mylnego. O dziwo, bardzo szybko się ogarnęłam.

_DSC0130

[ 1. miesiąc na wegance ]

Swoją drogą, zauważyłam też taką dziwną właściwość, że znajomi, którzy dużo pomagali przy pracach domowych swoim rodzicom wraz z wyjazdem na studia nagle kompletnie zaniechali takich czynności. Brak nadzorcy w postaci rodzica powodował, że nie byli w stanie podnieść własnej skarpetki z podłogi.

Eh, ale miało być o zmianach, a nie o składaniu ubrań czy myciu kibla. Generalnie pierwszy rok studiów był dla mnie mega zmianą. Większą niż w przypadkach innych osób. Tak mi się wydaje.

O dziwo, wcale nie wciągnęły mnie imprezy, chlanie, wciąganie czy inne takie tam sobie balangowanie. Nowe miejsce, nowi ludzie. Gdy przyjechałam do Krk byłam zdana kompletnie na siebie. Żadnych przyjaciół. Ląduję w typowym mieszkaniu studenckim. Ogarniam się. Docieram z innymi. I poznaję świat. Stałam się o wiele aktywniejsza. Wyszłam ze swojej strefy komfortu.

945668_565635360148199_236632323_n Faktycznie początkowo wydawało mi się, że życie studenta polega tylko na nauce przed sesją. Myliłam się. Fakt,  nie wybrałam sobie jakiegoś banalnego kierunku. Więc moje sprawy uczelniane trochę kulały. Zdawałam kolokwia, ale orłem nie byłam.

W późniejszych latach się ogarnęłam, podciągnęłam trochę, nadrobiłam zaległości, więc spokojnie. Generalnie, chodzi mi o to, że poznałam wiele wspaniałych osób, uczestniczyłam w wielu wydarzeniach, starałam się nie zamykać na innych, mimo natury introwertyka. Myślę, że moje koleżanki z liceum mogły to zauważyć. Przez pierwsze kilkanaście mieszący byłam mega podekscytowana, naładowana pozytywną energią i korzystałam z tego, że  byłam w tak wspaniałym mieście studenckim. Później oczywiście naszły  gorsze czasy. Zwłaszcza gdy na okres wakacyjny musiałam wrócić do domu rodzinnego. Określę to jednym słowem : apatia. Jeszcze później wszystko pobiegło prawidłowymi torami, nadeszła zmiana diety, stylu życia, zmiana mojej osoby o  180 stopni.

DSCF4045

Z biegiem lat, moje oszołomienie Krakowem minęło. Efekt odurzenia powoli mijał. Zaczęło się bardziej stateczne życie. W większości miejsc już byłam, to widziałam, to też.

Musiałam poświęcić więcej czasu np. pracy dyplomowej. Zyskałam więcej wolnych wieczorów,  już nie zawsze chciało mi się wychodzić gdzieś wieczorem. Przestałam eksplorować jak wcześniej. Otoczenie przestało być dla mnie impulsem do działania.

Najwidoczniej potrzebuję takiej dodatkowej stymulacji z zewnątrz. Pamiętam jak na jeden miesiąc wylądowałam z koleżankami w Warszafce na praktykach. To był dobry miesiąc. Sporo się działo, korzystałyśmy z pobytu w stolicy. Byłam szczęśliwa. W Krk oczywiście też jestem, ale odczuwam już tą stagnację.

Chcę czegoś więcej. Potrzebuję … wyjścia z miejsca, w którym się znajduję. A gdzie jestem ? W mojej strefie komfortu. Otaczają mnie ludzie, których świetnie znam, wciąż jestem na tym samym mieszkaniu, łażę do tego samego sklepu itd.

Wiem, pora coś zmienić. Pora wykonać krok poza strefę bezpieczeństwa. Ale jak? Krótkie rozwiązania typu wakacje są dobre, ale to pośrednie rozwiązanie. Wiem, że jestem uczepiona uczelni, do momentu, aż dadzą mi jakiś papierek ukończenia studiów, ale to jeszcze trochę potrwa…

DSC05180 Kurde, ja chyba lubię być zagubiona. W nowym miejscu, zdana na siebie. Wtedy wiem, że mogę pytać, popełniać błędy, mam do tego prawo : bo jestem nowym, zagubionym turystą.  Dlatego podróże kształcą, wydobywają z nas to coś.

Niestety, póki co podróże nic ze mnie nie wydobędą. Siedzę w Krk. Ale korzystam. Kto wie… może to już ostatnie chwile na to, by godnie pożegnać to cudowne miasto !  : )

2 komentarze

Filed under Lifestyle

Postanowienia noworoczne

pobrane

Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami, a z nim związana jest nie tylko bajerancka impreza Sylwestrowa, ale także postanowienia noworoczne.

Zastanawia mnie, ilu z Was udało się dotrzymać zeszłorocznych postanowień noworocznych? Jakie mieliście plany, założenia ? Czemu nawaliliście ?
[wiem, z góry zakładam, że chociaż częściowo nie dotrzymaliście przyjętych zmian]

Czy w tym roku też zakładacie, że z dniem 1 stycznia nagle dokonacie w swoim życiu super przemian ? Zanim zaplanujecie kolejne postanowienia noworoczne spróbujcie zanalizować, co poszło nie tak w minionym roku. Uczymy się na błędach, by  ich więcej nie popełniać.

Pewnie niektórzy z Was będą chcieli przechytrzyć system i zadecydują o niepodejmowaniu postanowień noworocznych. No bo, po co ? Skoro i tak wiemy, że nawalimy, to chociaż staramy się wyeliminować uczucie porażki.

Ale, hola, hola. Tak naprawdę, warto stawiać sobie wyzwania nie tylko z okazji Nowego Roku. Celem człowieka powinno być dążenie do rozwoju osobistego. Tylko wyście poza naszą strefę komfortu pozwoli nam się udoskonalić. Podnośmy sobie poprzeczkę. To takie ekscytujące :D

Jeżeli boicie się powtórzenia zeszłorocznej porażki radzę zapoznać się z zaproponowaną przeze mnie strategią, która prowadzi do sukcesu :D

1.Tak jak mówiłam, przypomnij sobie, jakie czynniki wpłynęły na Twoją zeszłoroczną porażkę. Wyciągnij wnioski. Strzeż się popełniania tych samych błędów.

2.Zanim wyznaczysz sobie cele noworoczne, sprawdź, czy w Twoim życiu znajduje się dla nich odpowiednia przestrzeń. Mam na myśli nasz harmonogram dnia, możliwości finansowe, nasze ogólne dyspozycjei tp.

3.Unikaj nadmiaru postanowień. Za wieloma postanowieniami kryją się  przecież nowe nawyki, które trzeba wprowadzić w życie powoli, małymi kroczkami (post o zaczynaniu nawyków napisałam w listopadzie, więc śmiało tam zajrzyj). Sporo czasu zajmuje wdrożenie chociaż jednego nowego nawyku, zatem wprowadzenie wszystkich jednocześnie jest mało realne. Lepiej skupić się na mniejszej ilości zadań. Poza tym nasza silna wola ma ograniczone zasoby. Nie dopuśćmy do jej ‘przeładowania’.

5.Nie poddawaj się już po kilku dniach Nowego Roku. Nawet jeżeli już na starcie nie do końca udało Ci się dotrzymać postanowień, to nie oznacza, że należy z nich zrezygnować. Brak zdyscyplinowania na początku nie determinuje efektu. Postaraj się być w miarę konsekwentnym, ale dopuść możliwość zrobienia sobie ‘cheat day’a’.

6.Pamiętaj jednak, że największym entuzjazmem dysponujemy na początku. Skoro nadmiar motywacji  masz w styczniu, to koniecznie ją wykorzystaj. Niech ta energia da Ci dodatkowe porcje wytrwałości.

7.Dopasuj postanowienia noworoczne do swojej natury. Nie narzucaj sobie rygorystycznych zasad, które są do Ciebie niedopasowane. Nie staraj się z dniem 1 stycznia zrobić z siebie kompletnie innej osoby.

8.Określając swoje postanowienia, nie zapomnij brać pod uwagę, czy dostarczają Ci one radości. Wytrwanie w nawykach zależy od naszego pozytywnego/negatywnego nastawienia.

9.Poinformuj znajomych o swoich postanowieniach. Publiczna deklaracja skutecznie odstraszy Cię od porzucania przyjętych założeń. Zdawaj raporty najlepszemu przyjacielowi, niech ktoś z zewnątrz kontroluje twoje postępy.

10.Przypominaj samemu sobie o postanowieniu. Niech jego treść towarzyszy Ci rano na lodówce, umieść ją na swojej tablicy motywacyjnej.

Schemat działania:
1.Wybierz sobie kilka np. 6 postanowień noworocznych.

2.Wybierz jeden nawyk, od którego zaczniesz.

3.Do pozostałych nawyków przypisz odpowiednie miesiące:
np. marzec-kwiecień: przejechanie 100 km tygodniowo na rowerze
Maj-czerwiec: czytanie co najmniej 1 książki w ciągu tygodnia

Skup się na jednym nawyku w określonym czasie. W kolejnych miesiącach oczywiście kontynuuj poprzednie nawyki.

4.Ponieważ na jeden nawyk przypadają 2 miesiące, możesz je podzielić na 8 tygodni. Nawyki wprowadzaj stopniowo np. pierwszy tydzień : jednak pompka dziennie, drugi tydzień 3 pompki dziennie.

5.Zwróć uwagę by postanowienia nie były zbyt ogólne.

np. będę systematycznie brać udział w życiu kulturalnym zamień na W każdy weekend będę chodzić do teatru.

Będę lepiej radzić sobie ze stresem, zamień na: Po każdym obiedzie będę medytować przez 3 minuty.

6.Zrób sobie miesiąc próbny, w którym sprawdzisz, czy na pewno chcesz wprowadzić w swoje życie dane postanowienie

(Weganizm. 30 dni. Spróbujesz ?:))

7.Mierz swoje postępy, które będą Cie motywować w chwilach zwątpienia np. zapisuj, ile pompek wykonałeś, ile centymetrów w tali Ci ubyło.

Na koniec najważniejsze:
Nie czekaj do 1 stycznia – zacznij już dziś ! :)

2 komentarze

Filed under Lifestyle

Czy chudnięcie zmienia człowieka ?

„O tak! Schudnę!”

tumblr_mh019oWpkb1s446qto1_400

Co się zmienia gdy człowiek schudnie ?
Nic. Hmm… nie takiej odpowiedzi się spodziewaliście ?
No dobra, zmienia się. Trzeba kupić nowe fatałaszki, zaprzeczać, gdy pytają czy utrata wagi jest konsekwencją choroby itp.
A co się zmienia w aspekcie mentalnym ? Jakie zmiany zachodzą w naszych głowach pod wpływem chudnięcia ? Moi drodzy, mniejsze niż oczekujecie.

Wszystkim się zdaje, że chudszy człek zyskuje pewność siebie. I tak i nie. Ta pewność siebie zawsze była, ale sami nieświadomie podjęliśmy decyzję o jej tłamszeniu wewnątrz. Ewentualnie, posiadanie mniejszego rozmiaru ubrań sprawi, że będziesz mieć mniejsze opory by ją wykorzystać. Natomiast jeżeli wcześniej nie posiadałeś pewności siebie, nadal nie będziesz jej miał.

Prokrastynacja. Zdaje nam się, że gdy schudniemy to skończą się nasze problemy z odkładaniem rzeczy na później. Przecież do tej pory mieliśmy rożne zamiary, ale musieliśmy je odraczać :

„ Jak schudnę to znajdę sobie chłopaka ( teraz jestem za gruba i nie zasługuję na miłość), seksowna bielizna też mi się nie należy . Ani odjazdowe ciuszki. Zresztą i tak w tym obcisłym sweterku nie wyglądam korzystnie. No i oczywiście jak schudnę to stanę się gwiazdą w towarzystwie.”

Bardzo mało prawdopodobne. Nasz stan umysłu nie zawsze odwzorowuje stan naszego ciała. Jeżeli dziś jesteś szarą myszką oczywiście możesz stać się przewodniczką swojego stada koleżanek. Ale nie dlatego, ze będziesz szczupła. Osiągniesz takie czy inne cele towarzyskie jeżeli będziesz pracować nad sobą: nad zmianą sposobu myślenia, działania.
Samo schudnięcie nie zmieni naszego temperamentu, sposobu zachowywania się.

Ale jednak coś w człowieku się zmienia, prawda ? Sama wspominałam, że inny styl odżywiania bardzo mnie zmienił. Czuję to wewnętrznie. Nadal nie jestem i nie będę najfajniejszą dziewczyną w okolicy. Ale jednak coś zyskałam :
– nauczyłam się stawiać sobie cele i je realizować
dowiedziałam się więcej o sobie. Na ile mnie stać, jakie są moje słabości ( mocne strony jeszcze zostają do odkrycia)
– stałam się bardziej zorganizowana, mam zaufanie do siebie
– zaczęłam odważniej działać i doceniać własny wysiłek
– zyskałam szacunek do siebie i swojego ciała
-postrzegam siebie w holistyczny sposób : wiem, że brak snu, alkohol itp. rzeczy są dla mnie szkodliwe, więc unikam krzywdzenia samej siebie. Wiem, iż te małe składowe maja ogromny wpływ na moje samopoczucie.

Podobno charakter człowieka zmienia się średnio co 7 lat. No, w moim przypadku to by się w sumie sprawdziło. Bo własnie jakoś ok.21 roku życia zaszło u mnie najwięcej tych (nieoczywistych) przemian.
Zmiany zachodzą w nas wewnętrznie. Jeżeli chcemy by inni też je zauważyli musimy dać im okazje nas poznać. Bo mniej kilogramów nie sprawi, że nagle zagadasz to przystojniaka. Ale posiadanie poczucia własnej wartości (niezależnie od posiadanego rozmiaru ubrań) okaże się o wiele bardziej przydatne!

Dodaj komentarz

Filed under Dieta